Kilka uwag o muzyce kościelnej

Muzyka

W parafii w której pracuję, od dłuższego czasu jestem "bardziej wymagający" dla wiernych, czyli nie przeszkadzam im w śpiewie swoim głosem. Dążę do tego, aby ludzie samodzielnie "wchodzili" w wykonywane pieśni i części stałe Mszy. Staram się jak najmniej pracować głosem nie z powodu lenistwa, ale z powodu umiłowania śpiewu Ludu.

 

Organista nie jest od grania "do kotleta", jak ma to miejsce na imprezach, weselach, bankietach. Nie jest od zapewnienia "fajnej atmosfery". Msza nie jest miejscem w którym mamy pokazywać swoją wirtuozerię, panoszyć się, kraść czas na karkołomne figury harmoniczne. Msza jest miejscem, w którym rola organisty jest ściśle podporządkowana biegowi Liturgii i musi on współdziałać z celebrującym Ją Kapłanem.

 

Jednak w naszym kraju ktoś kiedyś dał organiście mikrofon i się zaczęła równia pochyła w dół, jeżeli chodzi o śpiew ludu. Mamy w naszych kościołach setki wirtuozów głosu, primadonny co się nie dostały do opery i zarzynane barany, beczące wniebogłosy. Często słyszy się, że "organist(k)a ładnie śpiewa". To znaczy, że jest dupa a nie organista.

 

Zatem, od czego jest organista i po co ktoś taki został ustanowiony?

 

W zamierzchłych czasach organista pełnił inną funkcję niż obecnie. W zależności od miejsca w którym pracował - przygotowywał on chór/scholę gregoriańską do wykonania Prioprii Mszalnych, grał między zwrotkami pieśni tzw. interludia. Spowodowane to było brakiem prądu, a więc - koniecznością ręcznego "napompowania" organ. I, o ile na wiosce do małego pozytywu (pozytyw - instrument bez pedału, kilkugłosowy, z jednym manuałem) wystarczył jeden pomocnik, przy większych instrumentach (np. w Kazimierzu n/Wisłą, Leżajsku, Oliwie) potrzebnych ich było wielu. Dlatego też, organista nie mógł ćwiczyć cały czas na organach, do tego służyły mu instrumenty strunowe - klawesyn a później także fortepian.

 

Dziś mamy prąd, który nie tylko pozwala na wielogodzinne ustawienie instrumentu w pozycji "standby". I mikrofony.

 

Czytając te słowa masz wrażenie, że organiści marudzą na czym świat stoi, a cóż takiego robią i czym jest - zatem - według nich rola Muzyki podczas Liturgii, że tak się odżegnują od wspólnotowego odśpiewania kilku pieśni.

 

A zatem, przejdźmy do konkretów. Podczas Liturgii mamy cztery "stałe" elementy w których wykonywane są nabożne pieśni. Wejście, Ofiarowanie, Komunia (i Dziękczynienie) oraz pieśń na zakończenie. Do tego dochodzą części stałe (Kyrie, Gloria, Credo, Sanctus, Agnus Dei), które również są przeznaczone do wspólnotowego śpiewu. To, jaka pieśń zostanie wykonana w konkretnym momencie zależy od wielu czynników. Po pierwsze są to Antyfony Mszalne (na wejście i i Komunię), później pozostaje treść Kolekty oraz Czytania i Psalm, oraz - ostatnio zapominane - pieśni do Świętych Pańskich. To pod "nie" dobiera się pieśni, aby korespondowały z nimi. I tak, we wspomnienie św. Tomasza z Akwinu (28.I) na Komunię należałoby wykonać pieśń "Zbliżam się w pokorze/Adoro Te Devote", ponieważ słowa przypisujemy właśnie temu Świętemu.

 

Zatem, jak doskonale widzimy, dobór pieśni nie jest przypadkowy. Ich umiejscowienie w "akcji" Liturgicznej - również. Pieśń na wejście, poza odniesieniem do Antyfony ma nas również przygotować na spotkanie z Bogiem, otworzyć nasze serca, sprawić, abyśmy porzucili nasze smutki. Pieśń na Ofiarowanie - ma otworzyć nasze serca na łaskę, która będzie nam dana, rozradować nasze dusze. Pieśń Komunijna poza (kolejnym) odniesieniem do Antyfony ma za zadanie zjednoczyć wszystkich przyjmujących Ciało Chrystusa do tego, aby wyrazić swoją wdzięczność i uwielbienie Bogu. Pieśń na zakończenie natomiast ma nas "posłać" przepełnionych Bożym Duchem do świata, na kolejny okres zmagania się z codziennością. Dlatego ta ostatnia musi być "bojowa", zagrana w odpowiedni sposób.

 

Śpiew najbardziej uobecnia wspólnotę, więc nie pojmuję, dlaczego po przyjęciu Pana Jezusa (czy w kolejce do Komunii) ludzie zamykają usta i widać, jak śpiew momentalnie znika. Co więcej, w wielu kościołach, w momencie puryfikacji (czyli po Komunii, kiedy Kapłan "myje" naczynia liturgiczne) jest moment na osobistą Adorację w ciszy (w okresie Adwentu i Wielkiego Postu) lub też przy delikatnej improwizacji organowej. Co prawda, wielu moich kolegów i koleżanki w tym momencie pospiesznie uruchamia własny śpiew, "aby nie było dziury". Ja się jednak tej dziury nie boję i często przegram "na sucho" - zmieniając slajdy dwie czy trzy zwrotki, aby ludzie jednak "załapali" że czegoś się od Nich wymaga i po tych zwrotkach często odzywają się pojedyncze głosy, których z każdą chwilą przybywa.

 

Dlatego, zachęcam kolegów po fachu do wyłączenia mikrofonów i nie wyręczania ludzi. A zaskarbicie sobie ich wdzięczność, gdy usłyszą, jak pięknie śpiewają. :)

 

Tekst ukazał się tutaj

 

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!