Dlaczego warto chrzcić "po staremu".

ordo baptismi

Warto zastanowić się jakie „dobro dusz” może wyniknąć z jego

użycia oraz jakie argumenty przemawiają za starym rytem, dla których

warto prosić swojego duszpasterza o właśnie „taki” chrzest?

Przede wszystkim należy uprzytomnić sobie, iż ta niekwestionowana

starożytność formy chrztu niesie ze sobą wielki skarb Tradycji

i Liturgii. Obrzęd, według którego chrzest może być znowu udzielany,

został przepisany przez papieża św. Pawła V w Rituale Romanum

z roku 1614. Zatem już ta data mówi o jego długowieczności, ale nie

ukazuje w pełni jego początków, gdyż Paweł V dokonał jedynie kodyfikacji

obrzędu, który to w tym kształcie był używany co najmniej od

X wieku. Tak naprawdę jego historia nie trwa 350 czy nawet 1000 lat,

a dłużej. Ceremonia chrztu dzieci jest zasadniczo skrótem, jakby

streszczeniem, wszystkich przyjętych w Kościele od najdawniejszych

czasów rytuałów katechumenatu i inicjacji chrzcielnej.

 

 

Ojciec Święty Benedykt XVI, ogłaszając w roku 2007 Motu Proprio

Summorum Pontificum pozwolił na niczym nieskrępowane udzielanie

przez kapłanów sakramentu chrztu świętego według dawnego

obrzędu. W wydanym przez siebie dokumencie postanowił, iż „Proboszcz,

po uważnym rozpatrzeniu wszystkiego, może także dać pozwolenie

na użycie bardziej starożytnego obrzędu w przypadku udzielania

sakramentów chrztu, małżeństwa, pokuty i namaszczenia chorych, jeśli

doradza to dobro dusz”.

Warto zastanowić się jakie „dobro dusz” może wyniknąć z jego

użycia oraz jakie argumenty przemawiają za starym rytem, dla których

warto prosić swojego duszpasterza o właśnie „taki” chrzest?

Przede wszystkim należy uprzytomnić sobie, iż ta niekwestionowana

starożytność formy chrztu niesie ze sobą wielki skarb Tradycji

i Liturgii. Obrzęd, według którego chrzest może być znowu udzielany,

został przepisany przez papieża św. Pawła V w Rituale Romanum

z roku 1614. Zatem już ta data mówi o jego długowieczności, ale nie

ukazuje w pełni jego początków, gdyż Paweł V dokonał jedynie kodyfikacji

obrzędu, który to w tym kształcie był używany co najmniej od

X wieku. Tak naprawdę jego historia nie trwa 350 czy nawet 1000 lat,

a dłużej. Ceremonia chrztu dzieci jest zasadniczo skrótem, jakby

streszczeniem, wszystkich przyjętych w Kościele od najdawniejszych

czasów rytuałów katechumenatu i inicjacji chrzcielnej. Liturgiści

XVII-wieczni – w obawie przed utratą czegokolwiek co ważne z pamięci

zbiorowej Kościoła – ograniczyli się do syntezy tego wspaniałego

dziedzictwa, aby można było to właśnie dziedzictwo odnaleźć

w każdej uroczystej celebracji pierwszego sakramentu. W ten sposób

mamy do czynienia nie tyle z twórczością epoki „potrydenckiej”,

ale z wielkim świadectwem wiary Ojców, przekazywanym przez wieki.

Gdy zatem czytamy dzisiaj chrzcielne katechezy św. Augustyna,

św. Jana Chryzostoma, albo traktat o sakramentach św. Tomasza, bez

trudu odnajdujemy tam właśnie odniesienie do tych obrzędów.

Drugim, istotnym argumentem, przemawiającym za użyciem

starszej formy, jest wyrazisty uniwersalizm „dawnych” obrzędów.

Aż do roku 1972 nie było w Kościele dwóch wyraźnie i zasadniczo

różnych obrzędów chrzcielnych: jednego dla dzieci, drugiego dla

dorosłych. Owszem, znano to rozróżnienie, co nawet znalazło wyraz

w rytuale ustalonym w czasach karolińskich. Jednak oba obrzędy

były do siebie bliźniaczo podobne (np. w ceremonii chrztu dzieci też

zachowano ślad katechumenatu, w tym kolejne skrutynia itd.). Ten

brak dyferencjacji wzmacnia uniwersalizm obrzędu i przypomina

o jednolitości chrztu, który nie jest „inny”, gdy udziela się go niczemu

nieświadomemu dziecku. Przez prawie dwadzieścia wieków Kościół

Katolicki nie rozróżniał rytuałów chrztu dzieci i dorosłych, ponieważ

miał ku temu ważne powody. Z tych samych warto i teraz chrzcić

dzieci według starszej formy.

Kolejnym uzasadnieniem stanowiska powrotu do Tradycji jest

charakterystyczny dla „dawnych” obrzędów autorytet. W starym

rytuale podkreśla się z całą mocą, że to Chrystus i Kościół działa,

a szafarz jest tylko narzędziem. Celowo nie pozostawiono miejsca na

własną inwencję kapłana. Padają tylko te słowa, które podpowiada autorytet

Kościoła. Wykonywane są tylko te gesty, które mają ustalone

znaczenie i rodzą zbawienne skutki. Mamy przecież do czynienia ze

starożytnym rytem czyli publiczną czynnością Kościoła, a nie formą

uległą współczesnej pomysłowości.

W tym miejscu warto przyjrzeć się pewnym kwestiom,

w których konkretyzuje się to, co powiedziano wyżej.

I tak problem reformy obrzędu chrztu po Soborze Watykańskim II

to sprawa niebagatelna. Wywołała ona niepokój najwyższych autorytetów

Kościoła, w tym samego papieża Pawła VI, który po wprowadzeniu

nowego obrzędu stwierdził: „W liturgii chrztu skrócono

egzorcyzmy. Nie wiem, czy było to posunięcie bardzo realistyczne i należycie

przemyślane” (15.XI.1972). Wielu egzorcystów bardzo ubolewa

nam tym faktem, a nawet podkreśla, że w nowych rytuałach

egzorcyzmy nie tyle zostały „skrócone”, ale praktycznie usunięte.

Dla każdego, kto razem z Kościołem przyjmuje prawdę o istnieniu

szatana i jego szkodliwym działaniu, musi to być niepokojące. Tymczasem

„stare” obrzędy zachowały wszystkie tradycyjne egzorcyzmy,

w których Kościół wzywając władzy swego Pana odważnie i skutecznie

przeciwstawia się złym duchom. Nie jest to problem symboliki,

albo użytecznego komentarza – lecz zagadnienie występowania tu

określonego sakramentale, którego brak Kościół odczuwa dzisiaj coraz

boleśniej.

Mówiąc o egzorcyzmach nie sposób nie stwierdzić, że dawne

rytuały chrzcielne z ewangelicznym realizmem przypominają o trudach

życia chrześcijańskiego, w tym o walce, którą toczy chrześcijanin

na ziemi. Jest to nie tylko istotny motyw patrystycznych katechez

chrzcielnych („De agone christiani”), ale po prostu jedna z elementarnych

zasad współpracy z łaską. Kościół wtajemniczając w misteria

Chrystusowe nie mógł pominąć tej treści, ostrzegając przed napaścią

przeciwnika i dodając koniecznej siły. Ten motyw wtajemniczenia

chrzcielnego jest zresztą widoczny nie tylko w słowach modlitw, ale

i w gestach (vide starożytne namaszczenie olejem katechumenów,

które figuruje także w nowym Ordo z 1972 r., ale nie jest w Polsce

dokonywane mocą decyzji Konferencji Episkopatu).

W obrzędach tradycyjnych ogromne przejęcie wywołuje dostojeństwo,

z jakim Kościół w przygotowaniu do chrztu uroczyście przekazuje

swoje „tajemnice”, czy to w formie pouczenia o miłości jako

warunku życia wiecznego („Jeżeli przeto chcesz osiągnąć życie wieczne,

zachowuj przykazania: Będziesz miłował…”), czy wprowadzenia do

kościoła przy odmawianiu symbolu wiary („Wierzę w Boga”) i reguły

modlitwy („Ojcze nasz”), czy wreszcie w formie „oznaczenia”, które

nie jest tylko przyjęciem do wspólnoty, lecz przede wszystkim powierzeniem

umysłowi i sercu znaku zwycięstwa („Weźmij znak Krzyża”).

Dostojeństwo kościelnej inicjacji chrzczonego dziecka jest wyrażone

także w uroczystym geście wprowadzenia do kościoła, gdy w trakcie

tej procesji szafarz kładzie na dziecko koniec stuły. Ma to symbolicznie

przypominać dokonanie się przejścia ze śmierci grzechu do życia

łaski. Podkreśla to choćby zmiana koloru stuły z fioletowego na biały

w momencie, gdy zbliża się obrzęd samego chrztu

W trakcie obrzędów wstępnych szafarz podaje dziecku poświęconą

(egzorcyzmowaną) sól. Bogactwo symboliczne tego gestu jest

ogromne. Jest to pierwszy poświęcony pokarm, który przyjmuje mały

„katechumen”. Kościół wkracza ze swoją opieką i wstawiennictwem

najpierw do tego zmysłu, który kiedyś stanie się miejscem przyjmowania

Komunii św., rzeczywistego Pokarmu na życie wieczne. Już teraz

Kościół zabiega, by ten zmysł i cały człowiek został zachowany od

zepsucia i nabył prawdziwego smaku rzeczy Bożych.

Należy zwrócić uwagę również na niedoceniany dzisiaj starożytny

obrzęd, w trakcie którego u wejścia do chrzcielnicy szafarz dotyka

uszu i nozdrzy dziecka mówiąc: „Effeta, to znaczy: Otwórz się”. Jest

to powtórzenie gestu samego Zbawiciela (por. Mk 7, 31-37), tak

wspaniale uwidaczniającego ostateczne przygotowanie do przyjęcia

chrztu, a więc pełnej otwartości na jego ozdrowieńcze łaski. To także

wskazanie realnej drogi, którą człowiek przyjmuje pouczenia i łaski,

a więc poprzez zmysły. Dotykając ich Kościół pragnie otworzyć je

na działanie łaski, a przez nie ugruntować drogę do serca. Ten rytuał

przygotowawczy był stosowany z całą pewnością już w V-VI w., przy

czym jakaś jego forma była zapewne przyjęta już w III wieku. Podobny

obrzęd (ale bez słów: „Otwórz się”…) znalazł się w nowym Ordo,

lecz w innym miejscu, co wpłynęło na zmianę sensu. Pierwotne „Effeta”

stało się już tylko „wyjaśnieniem”, następującym po chrzcie, nie

mającym już tego samego symbolicznego i realnego znaczenia zarazem.

W rytuale polskim obrzęd ten został zresztą opuszczony decyzją

Konferencji Episkopatu.

Tak więc dawny obrzęd chrztu dzieci łączy harmonijnie powagę,

właściwą publicznej czynności Kościoła-Państwa Bożego, z serdecznością,

odpowiednią dla troskliwych zabiegów Kościoła-Matki.

Efektem tego szczęśliwego związku jest widoczne namaszczenie, owa

kardynalna cecha liturgii katolickiej. W modlitwach towarzyszących

można słyszeć czarujący głos Oblubienicy, niespokojnej w chwilowym

rozstaniu z Ukochanym, nieustannie zabiegającej o Jego względy.

W gestach odczuwalne są troskliwe dotknięcia Matki, polecającej

swe małe dzieci samemu Panu i osłaniającej je przed napaścią Złego.

A w tym wszystkim subtelna i dyskretna słodycz dobrego wina, które

fermentowało bez pośpiechu i bez laboratorium. Dojrzewało przez

wieki.

Warto korzystać z tego dobrodziejstwa Kościoła, które na powrót

przywrócił Ojciec Święty Benedykt XVI. On to, jak dobry ojciec rodziny,

czerpie ze skarbca Tradycji na pożytek duchowy swoich dzieci.

Na koniec warto przywołać słowa obecnego papieża z czasu, kiedy był

jeszcze kardynałem i prefektem Kongregacji Nauki i Wiary: „Uważam,

że powinniśmy ze znacznie większą wspaniałomyślnością przyzwalać na

dawny rytuał wszystkim, którzy sobie tego życzą. W ogóle niepodobna

zrozumieć, cóż takiego miałoby być w tym niebezpieczne lub nieakceptowalne.

Wspólnota, która wszystko, co dotychczas było dla niej najświętsze

i najszczytniejsze, ni stąd, ni zowąd uznaje za surowo zakazane, a tęsknotę

za tymi zakazanymi elementami traktuje wręcz jako nieprzyzwoitość,

stawia samą siebie pod znakiem zapytania. Bo właściwie jak człowiek ma

tu jej jeszcze wierzyć? Czy dzisiejsze nakazy nie staną się jutro zakazami?

(…) Niestety, tolerancja nawet dla ekstrawaganckich igraszek jest u nas

niemal nieograniczona, podczas gdy praktycznie nie ma czegoś takiego

jak tolerancja dla dawnej liturgii. Z całą pewnością jest to błędna droga”

(Kard. J. Ratzinger, Sól ziemi, Kraków 1997, s.152-153).

Dlaczego warto zachować obrzęd wywodu?

Dzisiaj wiele się mówi o równouprawnieniu mężczyzn i kobiet.

Poddaje się nieustannej krytyce dawne obyczaje chrześcijańskie i atakuje

tzw. tradycyjny (czytaj: katolicki) model rodziny. Są tacy, którzy

ośmielają się twierdzić, że to właśnie Kościół przez wieki dyskryminował

kobiety, tworząc typowo męską cywilizację. Jako przykład takich

form rzekomej dyskryminacji podaje się m.in. obrzęd tzw. wywodu,

który podobno utrwalał stereotyp kobiety jako gorszej i potrzebującej

oczyszczenia. Nic bardziej błędnego.

Tradycja błogosławienia kobiety po urodzeniu dziecka (benedictio

mulieris post partum) wywodzi się ze Starego Testamentu stosownie

do słów z Księgi Kapłańskiej „Dalej powiedział Pan do Mojżesza:

Powiedz do Izraelitów. Jeżeli kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca,

pozostanie przez siedem dni nieczysta, tak samo jak podczas stanu

nieczystości spowodowanego przez miesięczne krwawienie. Ósmego

dnia chłopiec zostanie obrzezany. Potem ona pozostanie przez trzydzieści

trzy dni dla oczyszczenia krwi: nie będzie dotykać niczego

świętego i nie będzie wchodzić do świątyni, dopóki nie skończą się

dni jej oczyszczenia. (…) Kiedy zaś skończą się dni jej oczyszczenia

po urodzeniu syna lub córki, przyniesie kapłanowi, przed wejście do

Namiotu Spotkania, jednorocznego baranka na ofiarę całopalną i młodego

gołębia lub synogarlicę na ofiarę przebłagalną. Kapłan złoży to

w ofierze przed Panem, aby za nią dokonać przebłagania. (…) Jeżeli zaś

ona jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice

albo dwa młode gołębie, jednego na ofiarę całopalną i jednego na

ofiarę przebłagalną. W ten sposób kapłan dokona przebłagania za nią,

i będzie oczyszczona” (Kpł 12,2-8). Zwyczaj ten był przez wieki zachowywany

w Kościele Katolickim, choć jego znaczenie po części

uległo zmianie. Kiedy kobieta urodziła dziecko, po porodzie rozpoczynał

się okres połogu, podczas którego obowiązywało ją wiele kolejnych

zakazów i nakazów związanych z jej „rytualną nieczystością”.

Dlatego jeszcze nie tak dawno do chrztu świętego dziecko zanosili

zwykle sami rodzice chrzestni. Do czasu oczyszczenia matka z dzieckiem

przebywała głównie w domu, chroniąc siebie i niemowlę. Przez

pierwsze siedem dni po urodzeniu potomstwa nie mogła doić krów,

piec chleba, wychodzić w pole, czerpać wody ze studni, dotykać święconej

wody, składać wizyt etc. Kobieta musiała również ograniczać

swoje kontakty towarzyskie i była zwolniona z obowiązku uczęszczania

na Mszę Świętą. Sam rytuał wywodu miał miejsce czterdzieści dni

po porodzie, kiedy to powracały podstawowe funkcje biologiczne

przypadłe kobiecej naturze.

Wszystko to, co było przestrzegane rzekomo z powodu „rytualnej

nieczystości” w rzeczywistości było ochroną kobiety i troską

o jej zdrowie. Była ona de facto zwolniona z wielu prac i obowiązków

nie tyleż z powodu swojej „nieczystości”, ale ze względu na osłabienie

wynikłe z ogromnego trudu rodzenia. Należy pamiętać, że kobiety rodziły

w domach przy asyście najczęściej akuszerki, a nie lekarza. Tak

więc sam wywód był ceremonią kościelną symbolicznie wprowadzającą

ponownie kobietę w zwykły tryb życia.

Choć korzenie obrzędu wywodu sięgają Prawa Mojżeszowego,

to w Kościele Katolickim rytuał ten został ustanowiony na pamiątkę

oczyszczenia Matki Bożej, stosownie do słów Pisma Świętego: „Gdy

upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice

przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu” (Łk 2,22).

Liturgiczne wspomnienie tego wydarzenia obchodzimy 2 lutego.

Według tradycyjnego kalendarza święto to nosi nazwę Oczyszczenia

NMP (Purificationis Beatae Mariae Virginis), powszechnie

określane świętem Matki Boskiej Gromnicznej (to dlatego w obrzędzie

wywodu używa się świecy). W nowym kalendarzu jest to

Ofiarowanie Pańskie. Sama Maryja nie potrzebowała przechodzić

oczyszczenia, gdyż starotestamentowe Prawo jej nie obowiązywało.

Nie zaciągnęła żadnej nieczystości i poprzez cudowne narodzenie

Zbawiciela pozostała dziewicą przed i po narodzeniu Jezusa (ante

et post partum). Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa zerwały więzy

starego Prawa, co symbolicznie nastąpiło przez rozerwanie zasłony

Przybytku (Mk 15, 38). To oznacza, że nie obowiązuje już więcej prawo

oraz kategorie czystości i nieczystości rytualnej. Jako ochrzczeni

jesteśmy ludźmi wolnymi, a jak uczy św. Paweł: „Nie masz Żyda ani

Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety;

albowiem wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Ga 3,27).

Jednak ze względu na pokorę Najświętszej Dziewicy Kościół Katolicki

postanowił zachować ten obrzęd jako jedno z sakramentaliów.

Dla przypomnienia, czym są zatem sakramentalia? Sakramentalia

są to znaki święte ustanowione przez Kościół na podobieństwo sakramentów,

by sprawiały skutki duchowe mocą modlitwy Kościoła.

Przygotowują one ludzi na przyjęcie głównego skutku sakramentów

i uświęcają różne okoliczności życia.

Skoro więc NMP będąc całkowicie wolna od jakiegokolwiek

grzechu, na znak pokory poddała się obrzędowi oczyszczenia nie potrzebując

go, to ile bardziej pozostałe kobiety powinny brać z niej przykład.

Kościół Katolicki postanowił zachować ten sięgający patriarchy

Mojżesza rytuał, przez wzgląd dla NMP i szacunek dla Tradycji. Nie

ma w tym nic upokarzającego. Wręcz przeciwnie, jaśnieje on spokojem

i pokorą Najświętszej Dziewicy, która jest wzorem do naśladowania

dla wszystkich niewiast i matek aż po dzień dzisiejszy. Ta stara katolicka

ceremonia pięknie podkreśla cnotę czystości i skromności u kobiet,

uczy szacunku dla Tradycji Kościoła Rzymskiego, a nade wszystko wyjednywa

 

łaski u Boga – tak potrzebne do wychowania potomstwa.

 

Paweł Milcarek

 

 

Prezentowany artykuł pochodzi z tzw. chrzestnnika. Książeczka zawiera pełny zapis obrzędu Chrztu św, w języku łacińskim i polskim, wraz z egzorcyzmami oraz opis obrzędu Sakramentu Chrztu św, autorstwa x. Grzegorza Śniadocha IBP

 

 


 

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!